Wielki Wybuch, czyli pistolety z... meteorytu!

Wielki Wybuch, czyli pistolety z... meteorytu!

Wojciech Weiler

 

Materiały rzadkie i egzotyczne od niepamiętnych czasów znajdowały zastosowanie w budowie broni – tak użytkowej, jak i ozdobnej, paradnej czy ceremonialnej. Dawni władcy, królowie, faraonowie, zdobywcy i odkrywcy lubowali się takich unikatach. Ale pistoletów zrobionych z meteorytu jeszcze nigdy nie było.

W roku 1836 angielski astronom John Frederick William Herschel jako pierwszy zidentyfikował znajdowane w południowo-zachodniej Afryce tajemnicze metalowe bryły i stwierdził, że to fragmenty meteorytu żelaznego. Kawałki porozrzucane były na eliptycznym obszarze o długości ok. 275 km i szerokości ok. 100 km. Ów meteoryt żelazny, nazwany potem Gibeonem, pochodzi sprzed 4,5 miliarda lat i charakteryzuje się ferrytyczną budową płytkową zwaną strukturą Widmanstättena – doskonale znaną metalurgom, borykającym się z kruchością przegrzanej stali. Strukturą niekorzystną, ale po wytrawieniu prezentującą się wyjątkowo pięknie, w postaci układu wydłużonych i nieforemnych wielokątów. Dlatego maleńkie fragmenty tego meteorytu od dawna służą do wyrobu luksusowych przedmiotów ozdobnych i artystycznych, biżuterii czy kopert zegarków, z kolei dawne ludy afrykańskie – na długo przed odkryciem innowacji metalurgicznych wprowadzonych w epoce żelaza – pracowicie rzeźbiły z nich broń i narzędzia codziennego użytku. Oczywiście z punktu widzenia dzisiejszej technologii metali obróbka takiego meteorytu to zupełnie inna bajka, niż wytwarzanie wyrobów ze stali – materiał ten jest przecież niejednorodny metalograficznie, bo zawiera niezliczone ilości wtrąceń niemetalicznych, zatopionych w żelazie podczas ognistej podróży Gibeona w kierunku Ziemi.

I właśnie z takiego oto przedziwnego tworzywa w Stanach postanowili zrobić dwa pistolety.

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2016

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter