Wojsko Polskie A.D. 1981 – potencjał lądowy

Robert Rochowicz
W dekadę lat 80. XX wieku Wojsko Polskie wchodziło po okresie względnej stabilizacji, ale dla części posiadanych sił był to raczej czas stagnacji. Próby uczynienia z naszego państwa „drugiej Japonii” nie przełożyły się na skokowe unowocześnienie polskiej armii. Dla gospodarki cywilnej polityka epoki Edwarda Gierka w ostatecznym rozrachunku również okazała się katastrofalna, co uruchomiło lawinę niepokojów społecznych w latach 1980–1981.
W planach wieloletnich 1981 rok miał być pierwszym rokiem wdrażania w życie nowego planu rozwoju naszych sił zbrojnych w perspektywie trzech następujących po sobie pięciolatek. Zazwyczaj traktowane priorytetowo w takich dokumentach rodzaje wojsk, w tym pancerne i zmechanizowane, rakietowe i artylerii, w dalszym ciągu miały być intensywnie rozwijane, jednak starano się także dostrzegać problem niedoinwestowanych w odchodzącej dekadzie formacji lotniczych, marynarki wojennej czy jednostek o bardzo dużym nasyceniu specjalistycznym sprzętem radioelektronicznym.
Pamiętać trzeba, że od początku lat 50. XX wieku wszystkie ważniejsze plany rozwoju Sił Zbrojnych PRL przechodziły proces konsultacji z towarzyszami radzieckimi. Przez pierwszą dekadę czyniono to bezpośrednio ze Sztabem Generalnym Armii Radzieckiej, później rolę konsultanta przejęło na siebie Naczelne Dowództwo Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego (ND ZSZ UW) z siedzibą w Moskwie. Dość szybko ten etap planowania kierunków rozwoju został mocno sformalizowany. Każde państwo członkowskie paktu otrzymywało wytyczne na nadchodzącą pięciolatkę. W dokumencie były szczegółowo rozpisane: liczebność sił zbrojnych w poszczególnych krajach; wymagane struktury organizacyjne poszczególnych rodzajów wojsk; konieczne do spełnienia limity posiadanego uzbrojenia w najważniejszych kategoriach. Rokrocznie do Moskwy słane były meldunki o stanie bojowym, sprawozdania z poczynionych zmian organizacyjnych oraz lista sprzętu kupionego i wycofanego. Na tej podstawie planiści w mundurach przygotowywali dokumenty na kolejne pięciolatki.
Dziwny rok 1981
Przy planowaniu rozwoju sił zbrojnych na lata 80. XX wieku sztabowcy nie byli, niestety, w stanie przewidzieć kilku czynników, które negatywnie wpłynęły na wiele aspektów funkcjonowania armii, zresztą nie tylko jej. W kraju, latem 1980 roku fala strajków wywołana pogarszającym się stanem gospodarki doprowadziła do powstania „Solidarności” – ruchu, który obnażył słabości socjalizmu jako systemu politycznego, gospodarczego i społecznego. Początek kryzysu gospodarczego nie wpłynął jeszcze na realizację zamierzeń modernizacyjnych w armii w latach 1981–1982, z kolei wydarzenia polityczne miały duży wpływ na codzienne funkcjonowanie wojska w koszarach i poza nimi. Rok 1981 upłynął pod znakiem wielu ćwiczeń organizowanych w ramach Układu Warszawskiego w naszych granicach lub w ich pobliżu, zauważalny był wzrost aktywności jednostek radzieckich stacjonujących w Polsce w ramach Północnej Grupy Wojsk. Wąskie grono wtajemniczonych oficerów przygotowało szczegóły puczu wojskowego, a finałem było oczywiście wprowadzenie 13 grudnia 1981 roku stanu wojennego i wyprowadzenie wojska na ulice większych miast. Po raz kolejny w historii PRL siły zbrojne obroniły socjalizm, ale jak się później okazało, na szczęście, po raz ostatni.
Choć przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego były mocno utajnione, pewnych kroków nie dało się ot tak po prostu ukryć. W teczce z zarządzeniami organizacyjnymi szefa Sztabu Generalnego WP między dokumentami o formowaniu warsztatów czy składnic można znaleźć dokument nr 035/Org. z 24 września 1981 roku, który nakazywał dowódcom okręgów wojskowych oraz WOPK i MW przygotować pod względem organizacyjno-planistycznym bataliony interwencyjne: po jednym na bazie stanu osobowego WSOWRiA, WSOWZmech., WSOWOPL, WSOWPanc., WSMW, 6. DPD, 1. Brygady WOWew., 3. pz 1. DZ i 6. OSSŁ WOPK. W zarządzeniu określono ramową strukturę batalionu interwencyjnego ze stanem osobowym ok. 300 żołnierzy. W skład każdego miały wchodzić: trzy kompanie po ok. 90 żołnierzy (w tym jedna kompania skompletowana na zasadzie specjalnego doboru stanu osobowego), drużyna rozpoznania oraz pododdziały zabezpieczenia (drużyny: gospodarcza, sanitarna i remontowa). Oprócz etatowej przynależności wyposażenia i uzbrojenia osobistego zakładano dodanie jednej jednostki amunicji ślepej oraz środków dodatkowych, w tym granatów łzawiących CGŁ-1, granatów łzawiących z petardą CGN, zestawów RN – łzawiących, miotaczy gazowych w spreju, trzech racji dziennych żywności oraz urządzenia głośnomówiącego (tuby) – jednego na pluton. Tym samym zarządzeniem dowódcy Wojsk Lotniczych nakazano utrzymać wydzielanie samolotów i śmigłowców 13. pltr, 37. Pśt i 36. splt do zadań specjalnych.
Problemy wewnętrzne nie pozwoliły z należytą uwagą zająć się wojsku tym, do czego jest zobligowane w czasie pokoju, czyli doskonaleniem struktur, umiejętności i ciągłego unowocześniania uzbrojenia w ramach przygotowań do ewentualnego przyszłego konfliktu zbrojnego. W poprzednich dekadach armie bloku wschodniego liczebnością i wydatkami na zbrojenia starały się wyprzedać potencjalnych przeciwników z NATO, gdzie w większym stopniu przywiązywano wagę do zdobyczy technicznych. Różnice w stopniu rozwoju technicznego stawały się jednak z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej widoczne i miały wpływ na oceny nowoczesności danej armii. Nowe wzory uzbrojenia i specjalistycznego wyposażenia nie dość, że wprowadzano w coraz krótszych okresach generacyjnych, to stawały się coraz droższe. Dla przykładu produkowany w Polsce pierwszy samolot ze stacją radiolokacyjną, czyli Lim-5P kosztował pięć mln zł, a kolejne wersje MiG-21 już 30 mln zł. Bardzo drogie były wszystkie wprowadzane do jednostek systemy rakietowe. Aby zobrazować skalę przytoczmy takie porównanie: na przełomie lat 50. i 60. XX wieku do jednostek lotniczych wprowadzono m.in. blisko 500 samolotów Lim-5 (cena to trzy mln zł) i 89 Lim-5P. Łącznie kosztowały one dwa mld ówczesnych złotych, a wypełniły etaty 15 pułków lotniczych. Zakup w kolejnych latach już tylko ok. 370 MiG-21 wersji myśliwskich (bez MiG-21bis) kosztował ponad pięć razy więcej, a samolotów starczyło tylko dla dziesięciu pułków. Także cena czołgów wzrosła 2,5-krotnie, a koszt zakupu BWP-1 w porównaniu do transportera SKOT to już wzrost niemal 5-krotny. Już tylko to pokazuje, że chęć utrzymania liczebności posiadanego arsenału uzbrojenia w stosunku jeden do jednego, porównując początek lat 60. do początku lat 80. XX wieku, oznaczała gigantyczny wzrost wydatków budżetowych na wojsko. Do tego pamiętać trzeba o stałym powiększaniu stanów etatowych podstawowych związków taktycznych. Lista dywizji nie uległa w tym czasie zmianie, co więcej, wszystkie wcześniej istniejące jeszcze dywizje piechoty stały się zmechanizowanymi, co znów wpłynęło na zwiększenie limitów sprzętu. A to jeszcze nie wszystko, bo dochodziły przecież nowe rodzaje wyposażenia, w tym cały przekrój sprzętu rakietowego czy urządzenia radioelektroniczne, a np. artyleria holowana także ustępowała miejsca samobieżnym systemom artyleryjskim.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 8/2021