Wojskowe ratownictwo morskie (1945-1980)

Robert Rochowicz
Działania polegające na ratowaniu życia i mienia na morzu wymagają od ludzi posiadania doskonałych umiejętności, a od używanego przez nich sprzętu – najwyższej jakości technicznej i niezawodności. Wszystko po to, aby ratownicy sami nie stali się ofiarami wodnego żywiołu.
Pierwsze miesiące po utworzeniu od podstaw morskiego rodzaju sił zbrojnych w kraju (datowane od 7 lipca 1945 r.) oznaczały przede wszystkim objęcie w faktyczne posiadanie portów, stoczni i rejonów Wybrzeża, co równało się oczyszczeniu tych terenów ze wszystkich pozostałości wojennych, niebezpiecznych dla pokojowej egzystencji. Brak odpowiedniego sprzętu i przeszkolonych kard sprawiał, że przez długi okres po zakończeniu wojny oczyszczanie basenów portowych i stoczniowych, wód na redzie i w rejonach przybrzeżnych z licznych wraków i zatopionego innego sprzętu spoczywało na barkach przynajmniej dwóch jednostek bałtyckiej Czerwonej Floty. W rejonie Trójmiasta działał początkowo 77. Oddział Awaryjno-Ratowniczy, przeniesiony później w rejon ujścia Odry, a w Gdyni i Gdańsku zastąpił go bliźniaczy 88. OA-R.
Ratownicy z przypadku
Przez pierwszych sześć lat po zakończeniu drugiej wojny światowej morski rodzaj sił zbrojnych nie dysponował na Wybrzeżu zarówno systemem odpowiedzialnym za sprawy ratownicze, jak również ani jedną jednostką pływającą, specjalnie dedykowaną do tych zadań. Nie było też kadr szkolonych tylko do tego, aby w razie potrzeby wiedzieć, jak ratować na morzu ludzkie życie i cenny sprzęt. Doraźnie, w 1946 r. i zimą 1947 r., jako bazę nurków wykorzystywano poniemiecki holownik Hel, po nim funkcję tę przejęła również poniemiecka barka desantowa, która w sierpniu 1946 r. weszła do służby pod nazwą Prom desantowy nr1. Na ich pokładzie działała grupa nurków wchodząca w skład Komendy Portu Wojennego w Gdyni. Holownik został wcielony do służby 1 grudnia 1945 r. Jedyne co o nim wiadomo to posiadana wyporność 60 t. W marynarce wojennej był wykorzystywany do 29 marca 1947 r., kiedy to jednostkę przekazano do Państwowego Zarządu Wodnego w Płocku.
Sprzęt specjalistyczny, który posiadała wówczas powoli odradzająca się polska flota i skromne liczebnie pododdziały lądowe rozlokowane na Wybrzeżu, nie pozwalał na zakrojone na szeroką skalę działania oczyszczające, chociaż zdarzały się przypadki dobrze wykonanej pracy i tymi środkami, które były w dyspozycji. Skąpe meldunki z drugiej połowy 1945 r. i całego kolejnego pozwalają na odtworzenie wielu ciekawych aspektów pracy, którą w normalnych warunkach powinny wykonywać wyspecjalizowane przedsiębiorstwa lub pododdziały floty. Takie dopiero się tworzyły, do marynarki wojennej przecież dopiero w połowie 1946 r. zaczął docierać do Gdyni radziecki sprzęt pozwalający rozpocząć szkolenie polskich nurków i płetwonurków oraz myśleć o sformowaniu jednostek ratowniczych w przyszłości. Polska otrzymała go w ramach uzgodnionego udziału naszego kraju w podziale zdobyczy wojennych po Kriegsmarine.
W żmudnym procesie oczyszczania wód i nabrzeży z wraków i innych wojennych pozostałości polska marynarka wojenna oczywiście miała swój skromny udział, adekwatny do posiadanych sił i środków. Flota zajmowała się przede wszystkim terenami wokół basenów w portach wojennych. Do dość ważnej operacji poza nimi doszło we wrześniu 1950 r. Z dna jeziora Miedwie marynarze wydobyli: dwa holowniki parowe po 50 t; jeden holownik motorowy; jeden kuter nurkowy; jedną barkę desantową 40 t; pomost pływający; sześć kryp od 15 do 20 t (w tym dwie płaskodenne po 15 t i cztery płaskodenne ze zbiornikami powietrznymi po 20 t). Oba holowniki parowe przeholowano do Stoczni Szczecińskiej, a pozostałe jednostki – do Gdyni. Te dwa pierwsze marynarka wojenna miała zamiar wyremontować i wcielić do służby w porcie wojennym w Świnoujściu. Nadano im nawet oznaczenia BS-1 i BS-2, niestety ich remonty przeciągały się i do wcielenia ostatecznie nigdy nie doszło.
Pierwsze struktury
Dopiero w styczniu 1951 r. powstał pierwszy wyspecjalizowany pododdział ratowniczy. Formalnie rozkaz dowódcy MW nr 042/Org. z 21 grudnia 1950 r. nakazywał dowódcy floty sformować Oddział Awaryjno-Ratowniczy MW (JW1813) z siedzibą w Oksywiu. W pierwszym etacie numer 35/143 wpisano formalnie 146 stanowisk wojskowych i 9 cywilnych, chociaż faktycznie pierwszy skład osobowy tworzyło 43 nurków (w tym 3 oficerów), przeniesionych z Oddziału Nurków rozformowanej Komendy Portu Wojennego Gdynia.
Utworzenie Oddziału Awaryjno-Ratowniczego MW dało początek sformalizowanej strukturze, odpowiedzialnej w morskim rodzaju sił zbrojnych za szeroko rozumiane ratowanie życia i mienia na morzu. Przed tą datą, jak wspomniano wcześniej, kilka jednostek pływających od czasu do czasu wspomagało prace prowadzone przez nurków i płetwonurków, jednak były to zadania stawiane doraźnie, przy w dalszym ciągu wielkich brakach w specjalistycznym wyposażeniu.
Nowo sformowany oddział początkowo nie dysponował żadną wyspecjalizowaną jednostką pływającą, dawało się również odczuć olbrzymie braki kadrowe. Najbardziej palącą potrzebą było przygotowanie się do prowadzenia obsługi prac podwodnych na pełnym morzu. Już w pierwszych dniach istnienia, a dokładnie w marcu 1951 r., w skład oddziału wcielono jedną barkę i motorówkę. Zostały one doraźnie skierowane do służby ratowniczej, plany zbudowania wyspecjalizowanych okrętów dopiero się bowiem krystalizowały.
Pierwszą z przejętych jednostek była – i tak już wykorzystywana doraźnie jako barka ratownicza – poniemiecka jednostka desantowa, należąca najprawdopodobniej do typu Pionier-Landungsboot 41, w skrócie oznaczanego jako PiLBoot41 (choć mogła to być jednak jej nowsza wersja produkcyjna z 1944 r.), jedna z dwóch tego typu, jakie podniosły biało-czerwoną banderę po zakończeniu wojny.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 1-2/2021