Lipcowe wyczyny kapitana Miersa
Wojciech Holicki
Zdarzyło się 70 lat temu (16)
Lipcowe wyczyny kapitana Miersa
...O ile wiem, nieprzyjaciel jak dotąd nie nabrał zwyczaju strzelania do ludzi w wodzie, na tratwach lub w łodziach, nawet w przypadku jeśli byliby oni członkami formacji zbrojnych. Od incydentów opisanych w raportach Torbaya, może poczuć się usprawiedliwiony czyniąc to... Zdania te znalazły się w raporcie, jaki adm. Max Horton, dowódca sił podwodnych Royal Navy, podpisał 25 września 1941 roku. Odpowiedź będących jego adresatami lordów Admiralicji nadeszła w połowie listopada i wyrażała ufność w to, że jego podwładni dochowują zasad człowieczeństwa i postępują zgodnie z tradycjami służby, stąd jest zbędne przypominanie im podstawowych zasad, mogące sprawiać wrażenie, iż ich nie przestrzegają. Podsumowaniem wywodów były słowa: dowódcy winni postępować tak, jak w ich ocenie należy, stosownie do okoliczności. W tym samym niemal czasie dowódca Torbaya, kpt. mar. Anthony C. C. Miers, otrzymał od najwyższych przełożonych list z reprymendą i zakazem powtarzania, tego co zrobił podczas swego lipcowego patrolu na Morzu Egejskim.

nthony Cecil Capel Miers urodził się 11 listopada 1906 roku w Inverness, porcie w północnej Szkocji; był drugim synem Douglasa, kapitana pułku piechoty Cameron Highlanders, który zginął we Francji w początkowych tygodniach I wojny światowej. Od dzieciństwa kipiał energią, charakteryzowały go porywczość, prostolinijność i niewyparzony język, ale wady te tolerowano, ponieważ potrafił być też czarujący i nie brakowało mu samokrytycyzmu. Naukę zaczął od podstawowej Stubbington House School, mającej zasłużoną opinię kolebki kadetów Royal Navy; potem ukończył Edinburgh Academy i Wellington College, gdzie stał się zagorzałym sportowcem. Zyskał sobie wówczas opinię uwielbiającego rywalizację „w czymkolwiek”, niepotrafiącego przegrywać i stąd dążącego do zwycięstwa wszelkim sposobem twardziela. Jeden z jego wychowawców podobno prorokował, że trafi kiedyś pod sąd wojenny lub zostanie odznaczony Krzyżem Wiktorii. W 1924 roku Miers rozpoczął służbę; pięć lat później ukończył kurs dla oficerów broni podwodnej i trafił najpierw na M 2. W 1931 roku, już jako porucznik, został zastępcą dowódcy H 28, w latach 1933-1935 pełnił tę samą funkcję na stacjonującym na Dalekim Wschodzie HMS//M Rainbow. Miał już wtedy za sobą sąd, po tym jak sam zgłosił się do dowódcy z informacją, że podczas sprzeczki omal nie uderzył marynarza. Ponieważ potencjalny poszkodowany i inni świadkowie byli bardzo małomówni podczas przesłuchania, sprawa nie odbiła się na jego karierze. W okresie służby w Hongkongu nadano mu przydomek „Gamp” (żargonowe określenie parasola), ponieważ podczas częstych tam deszczów używał tego „wyposażenia” na pomoście kiosku. Z początkiem 1938 roku, mając już za sobą dowodzenie L 58, Miers awansował na kapitana i został skierowany na kurs dla oficerów sztabowych. W tym czasie niosła się już za nim sława choleryka, który potrafi podbić komuś oko (nigdy nie było oficjalnej skargi), kazać aresztować czy wyrzucić z okrętu (największym pechowcom zdarzyły się podobno wszystkie trzy rzeczy naraz). Z drugiej strony nie był pamiętliwy i starał się zawsze pomagać podwładnym, wykazując się wobec nich wysoką lojalnością. Po ukończeniu wspomnianego kursu „Gamp” trafił do sztabu adm. Charlesa Forbesa, dowódcy Home Fleet, służąc na pancernikach Nelson (tu zastał go wybuch II wojny światowej), Rodney i Warspite. W listopadzie 1940 roku wrócił do broni podwodnej, otrzymując komendę nad Torbayem, którego wyposażanie właśnie kończono. Warto dodać, że pierwotnym mottem okrętu było „Je maintendrai” („Nie ustanę”), słowa wypowiedziane przez Wilhelma Orańskiego w chwili gdy stawiał pierwsze kroki na ziemi angielskiej w 1688 roku, ale Miers postanowił zmienić je na „bardziej bojowe”, łacińskie „Penetrabo” („Przebiję się”) i ostatecznie dopiął swego w odpowiednim dziale Admiralicji.
Pierwsze patrole
Jego okręt, zbudowany przez stocznię HM Dockyard w Chatham, został oficjalnie wcielony do służby 14 stycznia 1941 roku. Stał w Holy Loch, gdy 22 marca o 01.00 Miers otrzymał rozkaz wyjścia za 15 godzin w morze, na patrol pod Brest, gdzie zawinęły właśnie, po zakończeniu bardzo udanego wypadu na Atlantyk, niemieckie pancerniki Gneisenau i Scharnhorst. Kłopot polegał na tym, że połowa jego załogi była na pięciodniowej przepustce po powrocie z rejsu (6 marca Torbay zaczął płynąć do Halifaksu, ale pięć dni później został zawrócony do bazy), konieczny był więc szybki „zaciąg” z okrętu-bazy. Pierwszy patrol nie przyniósł godnych odnotowania wydarzeń. 10 kwietnia, wobec uzyskania informacji o storpedowaniu Gneisenaua, blokada Brestu została zakończona. Zamiast skierować się do bazy w Wielkiej Brytanii, Torbay popłynął jednak do Gibraltaru, ponieważ w sztabie Royal Navy zdecydowano, że bardziej przyda się na Morzu Śródziemnym. Okręt Miersa zawinął tam trzy dni później i już 14 kwietnia wyruszył w rejs na Maltę, ale nazajutrz otrzymał rozkaz powrotu. Opuścił bazę ponownie 23 tm., na patrol koło wschodnich brzegów Sardynii, a potem północno-zachodnich Sycylii. Miał go zakończyć w Aleksandrii i dotarł tam 13 maja, mając tylko jedną okazję do ataku – dwie torpedy wystrzelone 27 kwietnia do sporego statku chybiły, a zauważenie samolotu nie pozwoliło na wynurzenie i użycie armaty. 28 kwietnia Torbay wyszedł w swój trzeci rejs bojowy, na wody w północnej części Morza Egejskiego. W jego trakcie zatopił najpierw pociskami armatnimi kutry żaglowe Agios Nikolaos (1 czerwca) i Menelaos (3 czerwca, w obu przypadkach pozostawał na powierzchni niecałe siedem minut). 6 czerwca, w pobliżu przylądka Hellas (półwysep Gallipoli, u wejścia do Dardaneli), uszkodził torpedą vichystowski zbiornikowiec Alberta (3357 BRT). Cel trzymał się na wodzie, stąd po paru godzinach Miers wpakował weń kolejną, ale ostatecznie dopiął swego dopiero cztery dni później koło Lemnos, po tym jak m.in. nie dał pożądanego rezultatu wybuch ładunku wybuchowego (statek stał na kotwicy na tureckich wodach terytorialnych, ale niezrażony tym „Gamp” rozkazał dokonać abordażu). Również 10 czerwca zawiodła, wbijając się tylko w jego burtę, celna torpeda odpalona do płynącego w konwoju włoskiego zbiornikowca Utilitas (5342 BRT). Niedługo później eskortowana przez torpedowiec Monzambano Giuseppina Ghirardi (3319 BRT) nie miała tyle szczęścia, idąc na dno po tym, jak trafiły ją i wybuchły dwie. Nazajutrz, już w drodze powrotnej do bazy, Torbay zatopił taranem kuter Poseidon, a 12 czerwca, w pobliżu wyspy Skyros, jego artylerzyści zniszczyli 25 pociskami włoski szkuner Gesu e Maria (238 BRT). Trzy dni potem brytyjski okręt zawinął do Aleksandrii.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 7-8/2011