Zakupy pojazdów użytkowych...
Jarosław Brach
Zakupy pojazdów użytkowych klas średniej
i ciężkiej przez SZ RP w 2009 roku
W 2006 roku Wojsko Polskie weszło w posiadanie ponad 370 fabrycznie nowych pojazdów użytkowych klasy średniej i ciężkiej, w tym 40 autobusów. W kolejnych latach liczba nabywanych środków transportu kołowego o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 6 ton zaczęła – niestety – systematycznie i w dość gwałtownym tempie spadać. W 2007 roku ilość przejętych samochodów zmniejszyła się do 220, a w 2008 roku do 163. Ponieważ tendencja spadkowa bynajmniej nie wyhamowała, a wręcz przeciwnie – uległa intensyfikacji, w roku ubiegłym Siły Zbrojne RP zakupiły zaledwie 47 (sic!) aut, czyli niemal aż o 72% mniej niż w roku 2008! W efekcie, porównując lata 2006 i 2009, dostawy spadły o ponad 85%! I jest to historyczny antyrekord, zarówno biorąc pod uwagę historię naszego wojska przed 1989 rokiem, jak i po okresie przemian z lat 1989–1990. Jeszcze nigdy bowiem w swej najnowszej historii nasze wojsko nie odebrało w ciągu jednego roku tak mało średnio- i wysokotonażowych ciężarówek.

Na tak niekorzystną sytuację wpływ miał – i wciąż ma – bieżący stan gospodarki światowej i polskiej. W 2007 roku znajdowały się one w szczytowym momencie prosperity. W związku z tym MON, stabilnie otrzymujący środki z budżetu państwa, był w stanie wyasygnować relatywnie duże sumy na zamówienia nowego sprzętu. W następnych latach negatywne następstwa globalnego kryzysu gospodarczego dały jednak o sobie znać w pełni. I chociaż przyszedł on do naszego kraju z pewnym opóźnieniem, a dodatkowo Polska, jako jedno z nielicznych państw w Europie, odnotowała realny przyrost PKB, to jego skutki i tak okazały się być niekorzystne. Zaczęły maleć wpływy z podatków i jednocześnie rosnąć wydatki publiczne, w tym te klasyfikowane jako tzw. sztywne. Spowodowało to niebezpieczne dla finansów publicznych narastanie tzw. dziury budżetowej. W rezultacie rząd, by nie powiększać jej rozmiarów, zmuszony był wdrożyć program oszczędnościowy. Jego następstwa odczuła także armia. Sprawa przesunięcia części płatności, jakie powinny być dokonane w roku 2008 na rok 2009, spowodowała nie tylko spadek zaufania do wojska jako solidnego i terminowego płatnika, ale i przełożyła się na wystąpienie wielu problemów w firmach związanych z biznesem militarnym. Wojskowy decydenci zachowywali się też czasem, jakby żyli jeszcze w realiach minionej epoki, gdy w przypadku sektora zbrojeniowego rachunek ekonomiczny nie zawsze był najważniejszy. Tymczasem w gospodarce rynkowej, gdzie rachunek ekonomiczny ma fundamentalne znaczenie, samym prestiżem dostaw dla armii pensji pracownikom, zobowiązań wobec dostawców, odsetek i rat kredytów bankowych oraz podatków zwyczajnie się nie zapłaci. W następstwie powyższego mizeria budżetu MON, w pozycji wydatki na nowe zakupy, dla wielu podmiotów mogła okazać się brzemienna w skutkach, powodując w nich nie tylko szereg bieżących perturbacji, ale nawet doprowadzając je na skraj bankructwa. Na te przesunięcia płatności i znacznie zredukowane wydatki nałożył się inny niekorzystny element związany z następstwami ogólnoświatowego kryzysu oraz działalnością spekulantów na międzynarodowym rynku finansowym. Elementem tym było potężne realne i nominalne osłabienie się naszej waluty. Ta deprecjacja była szczególnie groźna dla przedsiębiorstw, które zaopatrywały armię w importowane wyposażenie i kalkulowały ceny przy innym kursie. Ponadto jej skutki odczuły te firmy, które za granicą nabywały niezbędne komponenty i surowce. W efekcie wiele podmiotów z tytułu czysto spekulacyjnego osłabienia się złotówki zaczęło mieć dodatkowe problemy. Nasze władze, jak zwykle spóźnione z reakcją, na szczęście dostrzegły w pewnym momencie powagę sytuacji, gdyż kwestia zaczęła dotyczyć kondycji podmiotów istotnych dla obronności kraju. Wdrożyły więc pewne działania pomocowe. M.in. skromne nowe środki w znacznym stopniu przeznaczono na zakupy w krajowych fabrykach, i to tych najważniejszych z punktu widzenia zachowania potencjału obronnego państwa. Ponadto Agencja Rozwoju Przemysłu, w ramach rządowego programu, zaczęła oferować gwarancje kredytowe, wraz z kosztami obsługi kredytów, na łączną sumę 1,5 mld zł. Niemniej warunki otrzymania tych gwarancji nie należą do prostych. Zainteresowani, by została z nimi podpisana stosowna umowa kredytowa, muszą przejść skomplikowaną procedurę. W efekcie, do początku marca bieżącego roku, tylko dwa z dziewiętnastu chcących skorzystać z tej formy wsparcia przedsiębiorstw uzyskały dostęp do środków, czyli przeszły całą procedurę i dostały kredyt – Centrum Produkcji Wojskowej na kolejne zmodernizowane polowe wyrzutnie rakietowe WR-40 Langusta oraz Jelcz-Komponenty. To ostatnie, w ramach umowy kredytowej, ma dostarczyć 42 ciężarówki Jelcz z serii 662.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 5/2010