Dramat w cieniu góry Wiestnik

 


Jan Radziemski


 

 

 

Dramat w cieniu góry Wiestnik

 

Zatopienie niszczyciela Striemitielnyj

 


Od pierwszych dni II wojny światowej Luftwaffe dokonywała masowych nalotów na bazy i okręty Floty Północnej. Nieprzyjacielskie bombowce w grupach liczących od kilku do kilkudziesięciu maszyn – najczęściej bez osłony myśliwskiej – bezkarnie zrzucały bomby na wybrane obiekty. Pomimo liczebnej przewagi lotnictwa sowieckiego, Niemcom udało się zdobyć panowanie w powietrzu i odnosić spektakularne sukcesy. Wieczorem 20 lipca 1941 roku Flota Północna poniosła z rąk niemieckich lotników największą stratę w całej wojnie.



 

 


W tym dniu do Zatoki Kolskiej wszedł niszczyciel Striemitielnyj. Na polecenie dyżurnego operacyjnego floty stanął na kotwicy na redzie Polarnego w pobliżu wejścia do Zatoki Jekatierinskiej, między przylądkami Sizyj i Cziżewskij. Na okręcie obowiązywała gotowość bojowa nr 2. Pod parą znajdował się tylko jeden kocioł. Dowódca niszczyciela, kmdr por. Aleksandr Dmitrijewicz Winogradow, udał się do sztabu floty na wezwanie adm. A. G. Gołowki. Marynarze wolni od wachty odpoczywali na pokładzie i w kubrykach. Dzień był słoneczny i bezwietrzny, niebo bezchmurne. Obserwatorzy skarżyli się na panujący upał, co pod tą szerokością geograficzną zdarzało się bardzo rzadko. Wśród załogi panował nastrój radosnego podniecenia spowodowany zapowiedzią koncertu. O godzinie 17.20 na pokład przybyła grupa artystów teatru Floty Północnej. Prawdopodobnie z tego powodu na okręcie przebywało dwóch wyższych stopniem oficerów: szef wydziału politycznego Floty Północnej W. M. Łobodienko i dowódca 1. Samodzielnego Dywizjonu Niszczycieli, kmdr W. A. Fokin.

TYMCZASEM NA LOTNISKU W KIRKENES...
W tym niewielkim północno-wschodnim norweskim mieście – zajętym, tak jak cała Norwegia przez Niemców – trwały gorączkowe przygotowania do kolejnej wyprawy bombowej. Na lotnisku stacjonowało 36 bombowców nurkujących Ju 87 R-2 z grupy IV (St)/LG-1, pod dowództwem dowództwem 27-letniego kpt. Arnulfa Blasiga. I tutaj, podobnie jak w Polarnym, panował doskonały nastrój, tyle że u jego podłoża leżało świeżo odniesione zwycięstwo. Dzień wcześniej piloci grupy jednym bezpośrednim trafieniem bomby w ciągu zaledwie 30 sekund posłali na dno dozorowiec Sztil. Kiedy tylko dostarczono zdjęcia przedstawiające sytuację w porcie wojennym Polarny, wykonane przez samolot rozpoznawczy, w powietrze poderwało się dziewięć maszyn 12. Eskadry dowodzonej przez por. Johannesa Pfeiffera. Samoloty wzięły kurs na Polarny lecąc na niewielkiej wysokości, maskując się na tle skalistych brzegów Zatoki Motowskiej. Służba WNOS nie popisała się i o 17.25 przez nikogo nie wykryte bombowce pojawiły się nad główną bazą Floty Północnej. Na stojącym w cieniu góry niszczycielu panował sielski nastrój. Spod pokładu „siemiorki” wydobywały się dźwięki trwającego koncertu, obserwatorzy na pokładzie przecierali załzawione oczy, zmęczone ostrymi promieniami słońca. W przeciągu kilku minut sielanka zamieniła się w piekło na ziemi. Śmierć nadeszła, a właściwie nadleciała zza góry Wiestnik (412 m n.p.m.). O godzinie 07.30 dziewięć Junkersów por. Pfeiffera pojawiło się od strony słońca na wysokości 2000 m i błyskawicznie nurkując do wysokości 400-200 m zrzuciło po kolei swój śmiercionośny ładunek. Samoloty atakowały falami po trzy maszyny.
 
 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 4/2011

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter