Wojciech Holicki
„Zbrodnia” szypra Martina
2 lutego 1916 roku na pierwszych stronach niemieckich gazet znalazł się komunikat wojenny, w którym podano że „jeden z dywizjonów” sterowców marynarki kajzerowskiej zrzucił w nocy 31 stycznia „wielkie ilości” bomb burzących na cele w środkowej Anglii. Miały one spaść na doki w Liverpoolu i Birkenhead, piece hutnicze w Sheffield i Nottingham oraz obiekty przemysłowe w pobliżu ujścia Humber i Great Yarmouth, powodując „gigantyczne eksplozje” i „rozległe pożary”. Zeppeliny „były silnie ostrzeliwane ze wszystkich kierunków, ale żaden nie został trafiony i wszystkie wróciły bezpiecznie do baz”. Jak to często bywało, ani jedna z podanych informacji nie była prawdziwa – śmiercionośny ładunek spowodował znaczne straty materialne i ludzkie w zupełnie innych miejscach, a L 19 przepadł wraz z całą załogą w drodze powrotnej. Okoliczności w jakich doszło do śmierci 16 oficerów i marynarzy Kaiserliche Marine dostarczyły wyjątkowej „amunicji” niemieckiej propagandzie – symbolem „perfidii Albionu” stał się trawler King Stephen, a jego szypra, Williama Martina, obwołano zbrodniarzem wojennym.
L 19 był jednym z dziewięciu sterowców, które wystartowały 31 stycznia z zadaniem zbombardowania celów w środkowej i południowej Anglii (pierwszoplanowym był Liverpool). Zbudowany w zakładach Zeppelina we Friedrichshafen, wykonał pierwszy lot pod koniec listopada 1915 roku. Należał do zeppelinów typu P, mających 16 komór gazowych (łączna pojemność 31 900 m3), o kadłubie długości całkowitej 163,5 i średnicy maksymalnej 18,7 m. Jego masa własna wynosiła 21 704 kg, natomiast udźwig sięgał prawie 15 400 kg. Cztery ulokowane w gondolach podkadłubowych silniki benzynowe Maybach HSLu o łącznej mocy 960 KM pozwalały na rozwinięcie prędkości maksymalnej 97 km/h. Dowodzony od początku przez 32-letniego kpt. mar. Odona Loewego, który latał wcześniej na L 9, bazował pierwotnie w Dreźnie, skąd 29 stycznia przyleciał do Tondern, gdzie znajdowały się dwie wielkie hale dla sterowców (drugą od jakiegoś czasu zajmował L 20 należący do sporo większego typu Q). Dwa dni później, o 12.15, L 19 wzniósł się w powietrze i skierował na zachód, niosąc ładunek ponad 2300 kg bomb burzących i zapalających. Szybko okazało się wówczas, że jego pierwsza misja bojowa nie będzie łatwą, bo marznący deszcz i śnieg powodowały poważne kłopoty z utrzymywaniem wysokości, a wiatr spychał zeppelina na południe, z czego Loewe nie zdawał sobie sprawy, ponieważ lot odbywał się praktycznie na ślepo. Mimo kapryszących silników nie zawrócił do bazy i o 19.20 L 19 znalazł się nad lądem, przecinając wschodnie wybrzeże Anglii w pobliżu Sheringham. Dwie godziny później L 20 dotarł nad Burton-on-Trent3, które to nie za dobrze zaciemnione miasto jego dowódca, kpt. mar. Franz Stabbert, rozpoznał jako Sheffield. Między 21.30 i 22.15 w sześciu nalotach zrzucił na nie 27 bomb 50 kg, powodując liczne pożary. Przyciągnęły one uwagę Loewego, który również pozbył się tu większości ładunku. Krótko po północy L 19 zbombardował obiekty przemysłowe między Birmingham i Wolverhampton, a potem – najprawdopodobniej z powodu problemów z kompasem i silnikami – wykonał wiele niezrozumiałych zmian kursu, wyraźnie błądząc nad przykrywanym przesuwającymi się pasmami gęstej mgły lądem (ostatecznie przebywał nad Anglią prawie 10 godzin). Psuła się również jego radiostacja, bo dopiero o 03.53 nadany został z zeppelina szyfrogram żądający namierzenia sygnału w celu ustalenia jego pozycji. Stacje namiarowe w Nordholz i Brugii odebrały go i podały Loewemu, że znajduje się między Norwich i King’s Lynn, a więc stosunkowo niedaleko wybrzeża. Niecałe dwie godziny później, o 05.37, z L 19 nadany został kolejny szyfrogram, informujący dowództwo bazy w Tondern, że o północy sterowiec znalazł się nad zachodnim wybrzeżem Anglii, ale odnalezienie Liverpoolu i atak były niemożliwe z powodu mgły, stąd ładunek spadł na kilka dużych fabryk w pobliżu Sheffield. Ponieważ o 14.00 wszystkie pozostałe znajdowały się już w swoich halach, a o zeppelinie Loewego nie było żadnej wieści, Strasser zwrócił się o pomoc do dowódcy Hochseeflotte i w morze na akcję poszukiwawczą wyszła grupa niszczycieli. Wkrótce potem jak wypłynęły, o 16.20, radiostacja w Nordholz odebrała następujący szyfrogram: „Radiostacja była niesprawna, trzy silniki zawodzą, pozycja koło Borkum, wiatr niekorzystny. L 19”. Stacje namiarowe ustaliły, że Loewe nie był w pobliżu Borkum, lecz jakieś 22 Mm na północ od holenderskiej wyspy Ameland i informację tę zawarto w szyfrogramie dla Loewego. Potwierdzenie odbioru nie nadeszło, ale ponieważ jego meldunek wskazywał na brak zagrożenia, niszczyciele odwołano. Do północy nie nadeszła jednak żadna wieść o L 19 i okręty ponownie wyszły w morze. Rezultatem poszukiwań było wyłowienie 2 lutego, w rejonie 12 Mm na północ od Borkum, pustego zbiornika paliwa ze sterowca. Prawie w tym samym czasie kanałami dyplomatycznymi dotarła do Berlina wiadomość, że nisko lecący L 19 znalazł się poprzedniego dnia nad Ameland i gęsto ostrzelany z broni ręcznej przez żołnierzy holenderskich zniknął we mgle nad morzem, znoszony przez wiatr, któremu – wyraźnie niezdolny do efektywnych manewrów – nie mógł się przeciwstawić.