Zmotoryzowane kompanie przeciwpancerne

Zmotoryzowane kompanie przeciwpancerne

Jędrzej Korbal

 

Organem, w ramach którego toczyła się najżywsza dyskusja na temat przeciwpancernego potencjału Wojska Polskiego był niewątpliwie Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS), który jeszcze 1 sierpnia 1935 roku polecił wyposażyć wojsko w karabinowe pociski specjalne typu „P” do kb, rkm i ckm oraz rozpocząć studia nad nowoczesnym karabinem ppanc. o masowym zastosowaniu. Kilka miesięcy później, 16 października tego samego roku, KSUS opowiedział się za wyposażeniem każdego pułku piechoty w cztery działa ppanc. kalibru 37 mm i każdego pułku kawalerii w dwa egzemplarze tej samej broni. Tylko w ramach I fazy omawianego na posiedzeniach Komitetu programu, na szczeblu dywizji piechoty powstać miał ponadto sześciodziałowy oddział motorowy, również wyposażony w licencyjnie produkowane szwedzkie armaty wz. 36. Wkrótce potem, na polecenie najwyższych władz wojskowych, szczegółowe wyliczenia i kalkulacje kosztów odpowiadające założeniom całej operacji przedłożył I Oddział Sztabu Głównego. Wynikało z nich, że każda z 38 planowanych do utworzenia w I fazie procesu kompanii zmotoryzowanych z 6 działami kosztować będzie 785 tys. złotych, czyli łącznie niemal 30 mln zł (zakończenie I fazy miało nastąpić w 1938 roku). Motorowe pododdziały trudno jednak uznać w owym czasie za sprawę najwyższego priorytetu, raczej za temat uzupełniający dla prowadzonej dyskusji.

Najważniejszym założeniem przyświecającym I oraz II fazie było stworzenie dwunastodziałowych kompanii ppanc. typu I w większości pułków piechoty. Tylko w składzie kilkunastu rezerwowych pułków piechoty przewidywano formowanie mniej licznych, czterodziałowych kompanii typu II. Wybuch wojny pokrzyżował realizację II fazy planu, ściśle dotyczącej obu konnych oddziałów. Do momentu rozpoczęcia działań wojennych nie udało się wyprodukować odpowiedniej liczby, skutecznych w owym czasie przeciwpancernych Boforsów. Dlatego też faktyczny stan uzbrojenia kompanii typu I pozwalał im zazwyczaj na wyjście do walki z 9 armatami. Na dodatek, jeszcze w ostatnich dniach pokoju, z części dywizji wyrwano plutony do formowania dywizyjnych kompanii dyspozycyjnych. Dodajmy, że sam koszt realizacji II fazy planu, skoncentrowanej na wzroście liczby armat w konnych pododdziałach, szacowano na 50 mln zł. Całkowite ukompletowanie wspomnianych zmotoryzowanych jednostek nastąpić miało dopiero w III fazie procesu rozbudowy potencjału defensywnego WP, czyli najwcześniej w roku 1941. Wskazuje na to m.in. treść dokumentu, pt. „Obliczenie kosztów wyposażenie piechoty w działka 37 mm przeciwpancerne”. W tym miejscu pojawia się ciekawa informacja, mówiąca o uzupełnieniu zmotoryzowanych kompanii do stanu aż 18 dział. Wartość ta występuje również w brudnopisie maszynopisu pt. „Plan rozbudowy broni przeciwpancernej”(L.dz.960/mob) z początku lutego 1936 roku, jednak została później przekreślona i zastąpiona odręczną wartością – 12. Następujące w tym dokumencie, po krótkim streszczeniu planów dotyczących wprowadzenia armat wz. 36, obliczenia charakteryzujące skuteczność całego systemu obrony ppanc. WP są z dzisiejszej perspektywy bardzo optymistyczne. Dla przykładu zakładano, że artyleria dywizyjna swoim ogniem unieruchomi do ⅓ czołgów już w czasie ich przygotowania i rozwijania natarcia. Dalej przyjmowano, że poszczególne działa ppanc. bronić będą odcinków szerokości 500–750 m i zanim nacierający nieprzyjaciel dotrze do skraju polskiej obrony, każda obsługa zdąży zniszczyć 2–3 wozy pancerne. Mimo to, nadal z każdej nacierającej kompanii nieprzyjacielskiej 7–8 wozów mogło osiągnąć naszą pozycję obronną. W tym momencie swoje zadanie powinien rozpoczynać oddział dyspozycyjny, którego pracę scharakteryzowano lakonicznie: Działka dyspozycyjne dca dywizji zachowa niewątpliwie w odwodzie, dla zwalczania nieprzyjacielskiej broni pancernej, która przedarłaby się na tyły lub skrzydło odcinka dywizji.

Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 3/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter